piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 5#

On? Ale jak? Po co? Czego ode mnie chce? Te pytnia zadawałam sobie w myślach. Zeszłam po schodach i stanęłam przed nim.
Wysoki blondyn o niebieskich oczach. Przystojny, ale jakoś na mnie nie wywołał wielkiego podziwu....


-Luke? A ty po co tu przyszedłeś?
-Muszę z tobą porozmawiać. -odpowiedział poważnie.
-Ok. No to mów.
-A możemy raczej na osobności?

Wciągnęłam głęboko powietrze i powoli je wypuściłam. Chwyciłam płaszcz z wieszaka i go założyłam.

-Chodźmy na dwór. -powiedziałam i otworzyłam drzwi.

Chłopak wyszedł z domu, a ja zaraz za nim. Oboje staliśmy przed budynkiem i patrzeliśmy na siebie.

-To o czym chcesz gadać? -powiedziałam bezinteresownie.
-Po prostu przejdę do rzeczy.... Jeszcze raz powiesz Alex, że ją zdradzam to pożałujesz. -przysunął się kawałek.

Po usłyszeniu tych słów byłam w szoku. On mi groził?

-Co mi zrobisz? Taka jest prawda. Napewno nieraz ją zdradziłeś.
-Może tak, a może nie. Alex wierzy mi i tak ma być. I tak teraz już uważa, że nie jesteście przyjaciółkami bo ją okłamałaś.
-Nie okłamałam jej. Jesteś frajerem. Niby jesteś z nią, ale zabawiasz się z innymi na boku.
-Słonko. Alex jest we mnie zapatrzona jak w obrazek. Teraz wierzy tylko mi. -podszedł do mnie i zagarnął kosmyk włosów za ucho.
-Tak? No to proszę bardzo. Zeszła już na najniższy poziom. Nie mieszam się w wasze życie.

Odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi. Niestety musiałam się zatrzymać bo znów mnie zawołał.

-Rose! Ani mru mru ... -puścił do mnie oczko i poszedł w stronę centrum.

Weszłam do budynku i powiesiałam płaszcz na jego miejscne. Od razu szybko poszłam do swojego pokoju by nie musieć tłumaczyć nic mamie. Nie miałam siły. Położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w sufit.
Nie rozumiałam tego.... Alex jest aż taka głupia żeby mu wierzyć? Przecież to zwykły cham. Napewno ma już z 5 innych dziewczyn za jej plecami, no ale to jej życie. Chce być z takim frajerem, proszę bardzo. Przecież tak jak to powiedział Luke "Nie jesteśmy już przyjaciółkami".
Leżałam tak z 10 minut, ale niestety musiałam wstać. Pokój sam się nie posprząta. Chwyciłam szmatkę i starłam kurze z półek. Następnie włożyłam cichy do szafy i odkurzyłam dywan. Stenęłam na środku i obejrzałam się do okoła. Chyba jeszcze nigdy nie było tu tak czysto. Uśmiechnęłam się lekko i zaniosłam odkurzacz oraz szmatki do schowka.



* 2 GODZINY PÓŹNIEJ *


Siedziałam razem z rodzicami przy stole i jedliśmy obiad. Muszę przyznać, że kocham jak mój tata gotuje. Niestety nie robi tego zbyt często. Powód.... praca. Czasami pracuje od rana do wieczora, a kiedy indziej tylko parę godzin. Ale i tak go kocham. Kocham za to, że nawet gdy jest zmęczony to ma dla mnie czas...
~~~~
Po obiedzie pomogłam mamie posprzątać. W kuchni nalałam sobie soku i usiadłam na krześle.

-I jak dostałaś pracę? -zapytała mama.
-Nie wiem. Mieli do mnie dzwonić jakbym dostała.
-Ahmm... -westchnęła.
-Wiesz chyba się tam przejdę. I tak nie mam co robić.
-Jak chcesz. Tylko uwarzaj.

Posłałam jej szczery uśmiech i poszłam do pokoju. Z szafy wyciągnęłam ciuchy bo te, które miałam na sobie nadawały się tylko do chodzenia po domu. Szybko się przebrałam. Uczesałam włosy, pomalowałam oczy i byłam gotowa.

Wzięłam torbę ze szkicownikiem i zbiegłam do salonu. Napiłam się jeszcze soku i zaczęłam ubierać. Gdy miałam otwarte już w połowie drzwi krzyknęłam tylko "pa nie wiem kiedy wrócę" do rodziców i wyszłam na dwór.
Pogoda była piękna. Wszędzie biało od śniegu. Przez chmury przebijało się delkatne słońce. Szłam spacerkiem w stronę centrum i rozmyślałam jak zawsze. Oczywiście moje myśli zatrzymały się na Harrym. Od wczoraj ani nie zadzwoniłm ani nie napisał. Było mi smutno. Oczywiście wiedziałam, że tak będzie. Przecież on może poznać tysiące takich dziewczyn. Jak się założe to już dawno o mnie zapomniał...
Nareszcie byłam na miejscu. Są trzy rzeczy, które uwielbiam w Forever. Pierwsza to taka, że mają najlepsze shakey. Druga to to, że zawsze panuje tam przyjemna atmosfera, a trzecia, że jeste otwarte przez cały tydzień..... Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Otuliło mnie przyjemne ciepło i zapach świerzych owoców. Usiadłam jak zawsze przy moim ulubionym stoliku i ściągnęłam płaszcz. Po chwili podeszła do mnie kelnerka. Podniosłam oczy na nią i aż się uśmiechnęłam.

-Emily?
-Hej Rose. -odpowiedziała mi z uśmiechem.
-Ty tu pracujesz?
-Tak. Od rana. A co?
-Nic, ale też starałam się o tą pracę.
-Aaa. Sorki. Nie wiedziałam.
-Spoko. Przecież skąd miałaś wiedzieć. Powodzenia.
-Dzięki. I nawzajem w szukaniu innej pracy. -uśmiechnęła się.
-Dzięki. Emily, ale przecież ty mieszkałaś z tatą. Trzy miasta dalej. Co tu robisz?
-A wiesz... Tata znalazł sobie nową dziunie, a ja jej strasznie nie lubię i postanowiłam zamieszkać trochę z mamą.
-Aaaa. Życie to potrafi dowalić.
-Nom czasami. Ale trzeba żyć dalej.
-Tak. No właśnie.
-My tu gadu gady, a co zamawiasz?
-Hmmm Shake Bananowy -uśmiechnęłam się.
-Zaraz przyniosę.

Dziewczyna odeszła a ja wyciągnęłam szkicownik. Zaczęłam coś rysować, ale sama nie wiem co...
Co do Emily... Jest tak jakby moją przyjaciółką. Znamy się od dobrych 6 lat. Chodziłyśmy razem do szkoły, ale jej rodzice się rozwiedli i Emi wyjechała razem z tatą ponad pół roku temu. Z jednej strony się cieszyłam, że znów ją mogę zobaczyć i porozmawiać. Tęskniłam za nią....
Zrobiło mi się tak jakoś niezręcznie. Czułam dziwne ciepło na swojej szyi. Odwróciłam głowę w lewą stronę i myślałam, że umrę tam na zawał.

-Niall pogieło Cię!?
-Nie. Czemu niby?

Rozbawiony blondyn usiadł tuż obok mnie.

-Jesteś idiotą.
-Dużo osób mi to mówi -uśmiechnął się szeroko.
-A tak w ogóle co tu robisz?
-Wróciliśmy ze spotkania, a ja zgłodniałem. Miałem ochotę na ciasto i tak jakoś wyszło, że tu przyszedłem.
-Sam? A reszta?
-Reszta w domu. Nie chcieli iść ze mną.

Gdy Niall kończył ostatnie słowo do stolika podeszła Emily. Postawiła przede mną kubek z napojem i spojrzała się na Niall. Nagle jej oczy zrobiły się takie wielkie, że myślałam, że jej wypadną. I wtedy mi się przypomniało....

-N.. Nia... Niall Horan ! -zaczęła się jąkać.
-Emily spokojnie oddychaj. -uspokajałam ją.
-Fanka? -Niall spojrzał się na mnie.
-Wielka.
-Mogłabym aut... aut... -nie mogła dokończyć.
-Ta jesne.

Niall wziął od dziewczyny kartke, długopis i złożył podpis. Uśmiechnął się do niej lekko, a ta prawie zemdlała. Szybko ją podtrzymałam i posadziłam na swoje miejsce.

-To może ja pójdę kupić to ciasto -po chwili Niall się ulotnił.
-Emily spokojnie. To chłopak jak każdy inny.

Dziewczyna zaczęła głęboko oddychać i spojrzała się za mnie zdziwiona.

-On siedział z tobą przy stoliku... Wy się znacie?
-Hmmm tak. Ale tylko trochę.
-Ty się kolegujesz z Niallem Horanem! A z resztą zespołu?
-Można tak powiedzieć -uśmiechnęłam się lekko.
-Nie.. ja śnie.
-Właśnie, że nie. To rzeczywistość.
-Nie wierzę. -dziewczyna kręciłą głową.

Po chwili Niall podszedł spowrotem z białym pudełkiem. Postawił je na stole i spojrzał się na mnie.

-Już ok, czy mam się szykować do ucieczki?
-Chyba już dobrze. -zaśmiałam się.

Emily wstała z krzesła i chciała coś powiedzieć do Horana, ale przeszkodziła jej szefowa.

-Emily! Chodź do mnie na chwilę.

Dziewczyna kiwnęła głową i ruszyła w jej kierunku.

-Mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy -spojrzała błagalnie na blondyna.
-Napewno. Przychodzę tu często.

Po chwili zostaliśmy już sami. Usiadłam na krześle i upiłam łyk napoju. Niall zrobił to samo i spojrzał na mnie przerażony.

-Błagam! Jak będzie tu jakaś twoja koleżnaka i będzie fanką to powiedz mi to wcześniej. Ona patrzyła na mnie jakby mnie chciała zabić.

Zaczęłam się śmiać. Chłopak mił taki zabawny wyraz twarzy jak to mówił, że nie mogłam się powstrzymać.

-Rose. To nie jest śmieszne.
-Jest i to bardzo.
-Dobra już spokój.... To był koszmar. -blondyn także zaczął się śmiać

Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Niall patrzył na mnie jak na obrazek. Nie wiedziałam  co mu chodzi.Zrobiłam minę WTF, a on się uśmiechnął.

-Nie dziwię się, że Harry się w tobie zakochał.

Po usłyszeniu tych słów szczena mi opadła.  Nawet nie wiedziałą co odpowiedzieć...

-ZZakochał? Znamy się kilka dni.
-No i co? On cały czas o tobie gada.
-Naprawdę? Ale wczoraj miał zad... a nieważne.
-Miał zadzwonić, ale byliśmy tak podnięci, że odrazu kładliśmy się spać bo rano znów mieliśmy przyjechać.

To mnie zdziwiło. Czyli, że on jednak mnie lubi? Chcę się dalej poznać?

-No właśnie... masz czas? Teraz? -zapytał.
-Raczej tak. A co?
-Chodź do nas. Zobaczysz dom. Poznasz resztę.
-Yyy no nie wiem. Nie chcę wam przeszkadzać.
-Ale nie będziesz przeszkadzała! A Harry to będzie skakał z radości.

Zaśmiałam się i zaczęłam zastanawiać. Z jednej strony chciałam zobaczyć Harrego. Chciałam usłyszec jego głos. A z drugiej się bałam. Nie wiem czego, ale odczuwałam strach. Spojrzałam w niebieskie oczy Nialla i aż mnie się zakręciło w głowie. One na serio były piękne.

-No dobra. Pójdę.
-Super ! To chodźmy! -chłopak natychmiast wstał.
-Poczekaj. Dasz mi dopić shakea?
-Jasne jasne.

Chłopak spowrotem usiadł. Szybko wypiłam resztę napoju i ubrałam płaszcz. Niall podał mi szkicownik, a ja schowałam go do torby. Byłam gotowa. Oboje wyszliśmy na zewnątrz. Nie wiedziałam, gdzie mieszkają chłopacy, więc szłam za blondynem. Chłopak prowadził mnie w małą uliczkę. Zatrzymałam się i spojrzałam na chłopaka.

-Czemu się zatrzymałaś?
-Po co tam idzemy?
-Zaparkowałem tu samochód.

Odetchnęłam z ulgą i podeszłam do niego. Szliśmy jeszcze kawałek, aż Horan zatrzymał się przy czarnym, dużym aucie.

-To jest twoja bryka?
-Nasza... wszyscy nią jeździmy. -uśmiechnął się i otworzył mi drzwi.

Z gracją wsiadłam do auta i zapiełam pas. Horan zrobił to samo i ruszył. Po niecałych 5 minutach byliśmy po ich domem. Tak sądzę, że pod ich bo Niall wiechał do garażu. Wysiadłam z pojazdu i szłam za chłopakiem.

-Tylko się nie przestrasz bałaganu. -zaśmiał się i otworzył drzwi.

To co zobaczyłam było o wiele gorsze niż bałagan.....






Ta dadada dammm xd Macie rozdział 5 :) Na moje jest do kitu ;/  Nie miałam pomysłów ;c 
Dziękuję za 10 komentarzy przy 4 rozdziale ;* jesteście wspaniali :) I może teraz tak ... jak będzie 10 i więcej komów to dodam kolejny rozdział w niedzielę wieczorek ok?
Przepraszam za błędy, ale głowa mnie boli i nie mam siły myśleć xd 
Jak myślicie co będzie dalej? Piszcie pomysły w komentarzach :*

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 4#

Stałam przed otwartą szafą i zastanawiałam się co ubrać na spotkanie z Mikem. Musiałam się przebrać bo tamte ciuchy miałam mokre od śniegu. Chwyciłam jakiś cienki sweterek i rurki. Rozczesałam włosy i byłam gotowa.

Położyłam się na łóżko bo do 18;00 została jeszcze niecała godzina. W głowie miałam myśli o Harrym, Niallu, Alex, Mikeu. Pierwsze pytanie, które przyszło mi do głowy to "Czemu Niall powiedział w kafejce, że jestem dziewczyną Harrego?". Widocznie Styles musiał mu o mnie powiedzieć skoro znał moje imię, ale czy wspominał coś o tym, że jestem jego dziewczyną? Przecież to nierealne. Druga myśl to "Czy Alex wybaczy mi to co powiedziałam i przejrzy na oczy co do Luke'a?". To było moje największe utrapienie. Nie chciałam stracić najlepszej przyjaciółki. Ona jedyna mnie rozumiała... Ostatnia myśl to Mike. Znaliśmy się od dawna. Przyjaźniliśmy się. Jego propozycja o pójściu na kręgle mnie zadziwiła. On chciał się ze mną umówić, czy poprostu spotkać jako kumple? Nie miałam bladego pojęcia. Przyznam jest przystojny i w ogóle, ale nigdy nie myślałam o tym żeby być z nim bliżej....
Otrząsnęłam się i przetarłam twarz dłońmi. Na dole usłyszałam głosy. Spojrzałam na zegarek. Była 17;57! Niemożliwe, że aż tak się zamyśliłam. Spojrzałam ostatni raz w lusterko i zeszłam na dół. W połowie schodów spotkałam tatę.

-Ooo właśnie po Ciebie idę. Mike przyszedł -uśmiechnął się.

Wciągnęłam głęboko powietrze i razem z tatą zeszłam do salonu gdzie siedzieli mama i Mike.

-Hej Rose. -przywitał się Mike.
-Cześć. To jak idziemy?
-No jasne -obdarzył mnie szerokim uśmiechem.

Ubrałam płaszcz, buty i mogliśmy wychodzić.

-Rose o której wrócisz? -zapytała mama.
-Nie wiem.
-Niech się pani nie boi. Przypilnuję ją i odprowadze do domu. -zagwarantował Mike.

Rodzice posłali mu wdzięczne uśmiechy, a po chwili wyszliśmy na zewnątrz. Było już ciemno i zimniej niż za dnia. Zapiełam szczeliniej płaszcz, a ręce ukryłam w kieszeniach. Jedyny minus Mike'a to to, że nie ma prawa jazdy, więc do klubu musieliśmy dostać się na piechotę.

-Ładnie dziś prawda? -zapytał.
-Hmm, tak piękne niebo.
-Lubię się patrzeć na gwiazdy. Czuję się wtedy wolny.
-Wiesz... nigdy tego nie próbowałam -zaśmiałam się.
-No to musisz. To ucieczka od wszystkich zmartwień.

Uśmiechneliśmy się do siebie. Byliśmy już niedaleko klubu Astral. Zostało nam może 5 minut drogi.

-Kurde, ale zimno. -zatrzęsłam się.
-Trzeba się było grubiej ubrać. -zaśmiał się chłopak.
-Nie pomyślałam.
-Oj Rose, Rose...

Chłopak wyciągnął swoją rękę z kieszeni i obiął mnie ramieniem. Chwilę czułam się dziwnie. Te cholerne wspomnienia wróciły.... Mike chyba zauważył, że czuję się nieswojo i zabrał rękę.

-Przepraszam. Zapomniałem...
-Nie, nic się nie dzieje. Było mi o wiele cieplej -uśmiechnęłam się.

Chłopak chyba zrozumiał, że to pozwolenie i znów mnie obiął. Poczułam jego ciepło. Było miło. Nawet bardzo.
Po chwili byliśmy już pod Astralem. Mike otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą. Zdjeliśmy nasze płaszcze i daliśmy je do szatni.
Chłopak zapłacił za wynajem toru i podał mi buty.

-40 tak? -zapytał.
-Dokładnie -uśmiechnęłam się.

Usiedliśmy na ławce przy podajniku do kul i przebraliśmy obówie.
Ogólnie tłoku nie było. Obrócz nas w kręgle grały jeszcze dwie para, a w drugiej części budynku kilka osób w bilard.

-Ty czy ja? -zapytał łapiąc żółta kulę w ręce.
-Ty. Ja już nie pamiętam jak to się robiło -zaśmiałam się.

Mike przyjął pozycję, zamachnął się i wypuścił kulę z dłoni.

-O brawo! Aż sześć! -zaczęłam mu klaskać.
-Zobaczymy jak ty to zrobisz!

Posłałam mu pewny siebie uśmiech. Skoncentrowałam się i rzuciłam kulę... jeżeli można to nazwac rzuceniem.
No i jak zawsze pech. Zbiłam tylko 2 kręgle. Odwróciłam się do Mike'a i zrobiłam poważną minę.

-O Rose. Aż dwa -zaczął się śmiać.
-Tylko, że ja nie grałam od ponad pół roku, więc wiesz ... -nie skończyłam.
-Ja też.
-Jak to?
-Wcześniej zawsze przychodziliśmy tu w trójkę. Ty, Alex i ja. Po twoim wyp... -ugryzł się w wargę.
-Co po moim wypadku? -podeszłam do niego.
-Alex większość czasu spędzałam z Lukiem. Samemu to się nie opłaca grać, więc nie przychodziłem.
-Nie wiedziałam, że aż tyle się pozmieniało.
-Trochę przegapiłaś.

Mike znów rzucił i zbił wszystkie. Uśmiechnął się lekko. Chwyciłam kolorową kulę i podeszłam do przodu. Chłopak stanął za mną. Jedną ręką złapał za moją dłon, a drugą położył za talii.

-Pomogę Ci -szepnął mi do ucha.

Trochę było mi niezręcznie. Ta bliskość. Wciągnęłam głęboko powietrze i skupiłam się na instrucjach Mike'a. Gdy zapytał, czy już rozumiem kiwnęłam głową na "tak". Zrobiłam wszystko tak jak mi powiedział i udało się. Na torze został tylko jeden kręgiel. Zaczęłam skakać z radości, podeszłam bliżej nigo i przytuliłam. Jego mina była bezcenna. Ogarnęłam się trochę i dalej graliśmy.


*30 MINUT PÓŹNIEJ*


Gra była zacięta. Różnica punktów wynosiła tylko 4. Oczywiście on wygrywał. Była moja kolej. Zamachnęłam się i wypuściłam kulę z dłoni. Kolejne 8 punktów do góry. Uśmiechnięta odwróciłam się w jego stronę, ale po chwili spoważniałam. To co zobaczyłam podniosło mi ciśneinie dwukrotnie. Moja kochana przyjaciółeczka i jej niby najwspanialszy chłopak szli w stronę torów. Mike też ich zauważył i podszedł do mnie.

-Rose. Coś się stało?
-Jak widzę ją z tym frajerem to aż mnie trzepie.
-To już chyba wiem o co była kłótnia...
-W połowie o niego.

Wielce zakochana para nawet nie zwróciła na nas uwagi. Na szczęście nie mieli toru obok nas. Odwróciłam wzrok i próbowałam skupić się na grze. Szkoda tylko, że nie dawałam rady. Alex co chwilę się śmiała i przytulała do Luke'a. Niekiedy namiętne pocałunki, a mi aż się chciało rzygać.

-Rose. Może już pójdziemy? Jesteś za bardzo roztrzęsiona żeby grać.
-Nie będziesz zły? -spojrzałam mu w oczy.
-Oczywiście, że nie. Poza tym też go nie lubię. -uśmiechnął się.

Przebraliśmy spowrotem nasze buty i poszliśmydo szatni. Odebraliśmy płaszcze, ubraliśmy się i wyszliśmy na zewnątrze. Myślałam, że nie wyrobię. Na dworzu musiało być chyba z -10. Szczelnie zapięłam płaszcz i schowałam ręce.

-To jak? Idziemy już do domu? -zapytał trochę zawiedziony.
-Hmm mam propozycję, ale nie wiem, czy się zgodzisz.
-Zależy jaką -uśmiechnął się.
-Może pójdziemy do mnie? Zrobimy razem kolację i zjemy z moimi rodzicami?
-Wiesz co.... z wielką przyjemnością.

Obdarzyliśmy się uśmiechami i ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Na miejscu byliśmy w 10 minut. Było tak zimno, że prawie biegliśmy. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. W budynku było słychać grający telewizor i moich rodziców. Zdjęliśmy zbędne rzeczy i udaliśmy się do salonu.

-O już wróciliście? -zapytał tata.
-Taa był za duży tłok -skłamałam. -Ale mamy dla was niedpodziankę.
-Aż się boję -zaśmiała się mama.
-Nie ma czego. Po prostu zostańcie tu a my wszystko zrobimy.

Rodzice posłuchali i dalej oglądali telewizję. My poszliśmy do kuchni. Usiadłam na blacie i zaczęłam się zastanawiać.

-Hmm to co zrobimy na ta kolację? -zapytała.
-Masz może krczaka, kapustę, kukurydzę, ogórki, cebulę, ketchup i majonez? -uśmiechnął się.
-Powinno sie znaleźć.

Zeszłam z szafki i zaczęłam szukać. Odziwo wczoraj rodzice zrobili bardzo porządne zakupy.

-Wszysko jest -powiadomiłam i postawiłam puszkę z kukurydzą na szafkę.
-No to zaczynam gotować -zaśmiał się Mike.

Chłopak wytłumaczył mi co mam zrobić. Zrozumiałam wszystko i wzięłam się do roboty. Krzątaliśmy się po całej kuchni. Narobiliśmy niezły syf, ale było warto. Razem z Mike'm zrobiliśmy nieziemską sałatkę. Włożyliśmy ją do miski i zanieśliśmy na stół.

-Ta dam ! Oto pyszna kolacja naszej roboty. -powiedziałam do rodziców.
-Ooo jak miło -oboje podeszli do stołu.

Przyniosłam jeszcze talerze, sztućce i wszyscy usiedliśmy. Każdy nałożył sobie nasze dzieło i zaczęliśmy jeść.

-Mmmm, ale to jest dobre! -odezwał się tata.
-Dziękuję -odpowiedział Mike.
-Chłopaku ty masz talent do gotowania. Czemu pracujesz jako fryzjer?
-Tak jakoś wyszło.
-Takie czasy tato -odpowiedziałam.

Przez resztę czasu trwała cisza. Gdy wszyscy zjedli zaczęłam sprzątać, ale mama mi przerwała.

-Wy przygotowaliście. My posprzątamy. -zabrała mi talerze z rąk.
-No dobrze -uśmiechnęłam się.

Razem z Mike'm poszliśmy do mojego pokoju. Zapaliłam światło i zasłoniłam okno balkonowe.

-Artystka, więc pokój też tak musi wyglądać -zaśmiał się chłopak.
-Co masz na myśli?
-Masz wielki talent do rysowania, a twój pokój jest cału poobklejany właśnie w twoich dziełach.
-To tylko takie bazgroły -usiadłam na łóżku.
-Nie bazgroły tylko arcydzieła.

Zdzwiło mnie to co zrobił Mike.... Zgasił światło i po omacku położył się na podłodze tuż pod oknem, które było w skosie dachu. Podłożył sobie jedną rękę pod głowę, drugą położył na brzuch i wpatrywał się w niebo.

-Przyjdziesz koło mnie, czy będziesz tak siedziała? -zaśmiał się.

Na czworakach podeszłam do niego i położyłam się obok. Niebo było naprawdę piękne. Czarne, a na nim miliony świecących gwiazd. Wciągnęłam głęboko powietrze. Mike miał rację. Gdy patrzyłam na te światełka zapominałam o wszystkim. Ale zauważyłam coś innego... Od kilku dni jestem prawie cały czas wesoła. Nie myśle o tamtym dniu. Żyję teraźniejszością i przyszłością. Czy to możliwe? Zapomniałm o tym, gdy spotkałam... Harrego.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Odwróciłam głowę w stronę Mike'a i napotkałam jego oczy. Patrzył się na mnie.

-Co? -zapytałam.
-Jesteś śliczna -odpowiedział cicho.
-Ja? Chyba Ci się coś pomyliło -zażartowałam.
-Tak ty. Naprawdę jesteś śliczna.

Przez chwile trwała cisza. Patrzyliśmy sobie w oczy. Chłopak zrobił ruch i delikatnie pocałował mnie w policzek. "Jeju" pomyślałam sobie i lekko się uśmiechnęłam.

-Fajnie jest mieć takiego przyjaciela -powiedziała i przytuliłam się lekko do niego.
-Fajnie jest mieć taką przyjaciółkę.

Po tych słowach oboje usłyszeliśmy dzięk telefonu Mike'a. Chłopak wyciągnął go z kieszeni i spojrzał na ekran. Odebrał połączenie.

-Hallo....U Rose....O Boże co za kaleka, tak zaraz będę.

Zablokował telefon i spojrzał na mnie.

-Co jest? -zapytałam.
-Mary. Moja siosta przewróciła sie i chyba złamała rękę. Mama dzwoniła, żebym poszeł do domu do Jackoba bo został u sąsiadki, a ona jedzie do szpitala z małą.
-Szkoda, ale super bohater Mike Cand musli lecieć na ratunek młodszemu bratu. -zaśmiałam się.
-Ja? Super bohater? O nie pochlebiaj mi bo się zarómieni.

Oboje zaczęliśmy się śmiać. Wstaliśmy z podłogi i poszliśmy do salonu. Chłopak pożegnał się z moimi rodzicami, ubrał buty i płaszcz, uściskał mnie na pożegnanie i wyszedł.
Wróciłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Przypomniało mi się, że Harry powiedział, że zadzwoni. Spojrzałam na ekran. Nic... Pusto... Westchnęłam głęboko i poszłam do łazienki.
Była 19;36. I tak nie miałam co robić, więć już się umyłam. Ubrałam piżame i poszłam do salonu oglądać z rodzicami telewizję.



*NASTĘPNY DZIEŃ*



Było kilka minut po 11. Krzątałam się po pokoju. Nareszcie od kilku tygodni wzięłam się za sprzątanie. Szczęście, że wczoraj Mike nie zdążył się dokładnie mu przyjrzeć. Chwyciłam ściereczkę i zaczęłam ścierać kurze. Pozdejmowałam książki z półki i położyłam je na krzesło. Moją uwagę przykuł dzwonek do drzwi. Chwila ciszy, niewyraźny głos mojej mamy, a po chwili już bradzo wyraźny krzyk.

-Rose! Zejdź na dół!

Odłożyłam szmatkę, wytarłam ręce w spodnie i zeszłam na dół. Na widok osoby stojącej w salonie, aż mnie zamurowało....







Hello <3 Podoba się??  Mam nadzieję, że tak :) Co do Luke'a i Mike'a .. informację możecie znaleźć w poscie Bohaterowie :D
Trochę się zasmuciłam bo pod 2 rozdziałem było 8 komentarzy, a pod 3 tylko 4 ;(
No cóż... mam powód żeby się przyłożyć i zacząć lepiej pisać ;)
Z góry przepraszam za błędy :) I jedna taka prośba ... jeżeli macie koleżanki, kolegów, którzy lubią czytać opowiadania to proszę o polecenia.. może kogoś to badziewie zainteresuje :)

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 3#

-To o czym chciałaś pogadać? Byłaś taka szczęśliwa. Jak nigdy. -Alex się uśmiechnęła.
-Mam powody... poznałam chłopaka...

Gdy spojrzałam na jej twarz, aż się przeraziłam. Patrzyła się na mnie z szeroko otwartymi oczami. Pomachałam jej ręką przed twarzą.

-Alex...
-Rose, ale jak chłopaka?
-No normalnie. Pytasz jakbyś nie wiedziała kto to jest chłopak. -zaśmiałam się.
-Dobra. No, ale mówiłaś, że już nigdy im nie zaufasz. Że nie chcesz mieć z nimi nic do czynienia.

Zmieszałam się trochę bo Alex łapała mnie za każde słowo. To prawda. Po tamtym wydarzeniu czułam do każdego chłopaka odrazę. Obiecałam sobie, że nigdy nie zaufam żadnemu. Że wolę być sama niż cierpieć.

-Wiem, ale on jest inny... -spojrzałam jej w oczy.
-Inny? Jaki?
-Miły, czuły, zabawny.
-Rose... jest wielu takich chłopaków. Na przykład Luke.
-Przy nim zapomniałam o tym. O tym co mi zrobili. Czułam się przy nim bezpieczna. A co do Luka to mogła bym się z tobą kłócić.
-Rose.. ile go znasz? Ile razy się spotkaliście?
-Dwa -powiedziałam cicho i upiłam łyk soku.
-Dwa? Rozmawialiście ze sobą?
-Nie, wiesz siedzieliśmy i patrzeliśmy się na siebie .-zakpiłam.
-Jeju, dobra głupie pytanie. Jak się poznaliście?
-W Forever.
-Ok. Ale podszedł do Ciebie? Zagadał, czy jak?
-Hmmm no wiesz. Można tak powiedzieć.

Wstałam i poszłam do pokoju po laptopa. Gdy wróciłam Alex patrzyła się na mnie jak na idiotkę.

-Powiesz mi coś więcej?
-Jeżeli mam ci opowiedzieć jak się spotkaliśmy to najpierw musisz wiedzieć kto to jest.

Wpisałam w google "Harry Styles" i weszłam w pierwszy link. Pisało tam o nim i reszcie zespołu. Podałam laptopa Alex i czekałam na jej reakcję.
Dziewczyna patrzyła w ekran, a po chwili już na mnie.

-One Direction?
-Dokładniej Harry Styles -uśmiechnęłam się lekko.
-No ok... wiem już kto to taki. Teraz mów jak dokładnie się poznaliście.
-Więc.... było tak, że ja siedziałam i sobie rysowałam wazon z kwiatami z przeciwnego stolika przy którym on siedział. Jakoś tak wyszło, że parę razy się na niego spojrzałam i wtedy podszedł...
-No i co dalej?? -Alex poprawiła się z pozycji prawie leżącej w siedzącą.
-Powiedział, że jeżeli chcę autograf to mam poprostu powiedzieć.
-Co za prostak... myśli, że jeżeli się dziewczyna na niego patrzy to zaraz fanka i chce autograf!
-Nie mów tak o nim! Przeprosił mnie za to, gdy mu wytłumaczyłam, że patrze się na kwiatki a nie na niego.
-No ok.. i tylko tyle?
-No dosiadł się do mnie i rozmawialiśmy. Potem odprowadził mnie do domu i dziś znów się spotkaliśmy, ale przypadkiem.
-Czekaj! Odprowadził Cię do domu!? Rose Ciebie pogieło!
-Jeju Alex! On mi nic nie zrobił! Jest fantastycznym facetem... nie taki jak twój Luke.
-Znasz go dwa dni dziewczyno! I od Luka to ty się odwal dobra !
-No i co, że dwa dni? Chcę nareszcie poznać kogoś nowego! Chcę znów normalnie żyć. Ty nie wiesz jak to jest przez 4 miesiące siedzieć w domu. Nie wychodzić nawet na krok za próg bo każda myśl to, że ktoś znów Ci zrobi krzywdę. Minęło już pół roku, a ja nadal jestem zamknięta w sobie. Nie poznaję żadnych nowych ludzi... A Ty masz Luka. On jest kompletnym dupkiem i nie zasługuje na Ciebie, ale jednak jesteś z nim i masz tą drugą połówkę....
-Wiem to! Ale czemu mówisz, że Luke  to dupek? Co on Ci takiego zrobił? -Alex była już wkurzona.
-Dwa tygodnie temu widziałam go z inną dziewczną... Nie chciałam Ci tego mówić bo wiem, że go kochasz.
-Teraz już przegiełaś! Mścisz się za to, że sie o Ciebie martwię? Brawo...

Alex wstała, chwyciła swoją kurtkę i wyszła z domu trzaskając drzwiami. Podkuliłam nogi i schowałam w nich głowę. Zaczęłam płakać. Czemu jak spotyka mnie coś dobrego to potem dzieje się źle!? Parę słów za dużo i już tracę najlepszą przyjaciółkę.
Siedziałam tak z 15 minut... może więcej. Usłyszałam dzwięk mojego telefonu. Chwyciłam torbę i wyciągnęłam go. SMS od nieznajomego numeru.

" Hejj piękna. Może spotkamy się jutro? Harry :* "

Uśmiechnęłam się lekko. W głowie brzmiały mi słowa Alex. Ona miała Luka, a ja nie miałam nikogo. Chciałam nareszcie zacząć żyć od nowa. Odpisałam.

" Jasne. Bardzo chętnie :* O której i gdzie? "

" Może o 14;00? W Forever ;D "

" Mi pasuje :) Już się nie mogę doczekać "

" Ja też :*  To do jutra :** "

" Do jutra :* "

Odpisałam mu ostatni raz i położyłam telefon na stolik. Znów pogrążyłam się w myślach. Co teraz robi Alex? Czy bardzo jest na mnie zła i czy w ogóle mi uwierzyła w to o Luku? Mówiłam jej prawdę. Widziałam go w sklepie z jakąś blondyną. Trzymali się za ręce i całowali. 
Nigdy go nie lubiłam, a on mnie. Po moim wypadku Alex spędzała ze mną dużo czasu, a on ją namawiał żeby nie siedziała ze mną tylko poszła z nim na imprezę. On mi nie współczuł.... Podejrzewam, że nawet wolałby żebym umarła. 

Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi. Zerwałam się na równe nogi. W progu zobaczyłam rozbawionych rodziców. Uśmiechnęłam się i podeszłam w ich kierunku.

-O Rose, pomożesz nam z tymi torbami?
-Jasne. -Wzięłam od mamy dwie torby z zakupami i zaniosłam je do kuchni.
-Mam od koleżanki przepis na pyszną zapiekankę. Pomożesz mi ją przygotować dziś na kolację?
-Pewnie. Lubię z tobą gotować. -uśmiechnęłam się.

Rodzice poszli się przebrać, a ja rozpakowywałam torby. Pochowałam wszystko na swoje miejsca i usiadłam na blacie czytając przepis, który mama wyciągnęła z kieszeni. Zastanowiłam się i zaczęłam wyciągać potrzebne składniki.  Po chwili dołączyła do mnie mama. Zrobiłyśmy wszystko według przepisu i włożyłyśmy zapiekankę do piekarnika.

-I jak. Znalazłaś pracę? -zapytał tata.
-Złożyłam papiery i jak się dostanę to zadzwoniom. -uśmiechnęłam się.
-A dokłądnie gdzie?
-W tej kawiarni Forever. Narazie może być.
-Dobre i to -mama się uśmiechnęła.


*30 MINUT PÓŹNIEJ*

Siedzieliśmy przy stole i jedliśmy kolację. Muszę przyznać ta zapiekanka była naprawdę pyszna. Chwilę ciszy przerwała mama.

-Coś ty taka smutna?

Czemu uważała, że jestem smutna? Czy było aż tak to po mnie widać? Nie chciałam jej okłamywać.

-Pokłóciłam się z Alex. -westchnęłam.
-Ooo to nie dobrze. A o co?
-Nie ważne ..
-Alex. Możesz nam powiedzieć. -tata złapał mnie za rękę.

Zastanowiłam się chwilę, czy napewno im powiedzieć. Chciałam być szczera...

-Poznałam chłopaka. Powiedziałam to Alex a ona zaczęła mi wypominać co kiedyś mówiłam na ich temat. Wkurzyłam się i powiedziałam jej, że widziałam Lukea z inną dziewczyną i ona się wtedy zdenerwowała i wyszła. -powiedziałam na jednym tchu.
-Ale mówiłaś prawdę?
-Tak. Naprawdę go widziałam z inną, ale ona mi nie uwierzyła. -wzięłam do buzi kawałek zapiekanki.
-A co do tego chłopaka.... fajny jakiś? -mama się uśmiechnęła.
-Fajny. Inny od wszystkich. -odwzajemniłam uśmiech.
-Rose... z tatą chcemy żebyć była szczęśliwa, ale proszę uwarzaj, dobrze?
-Dobrze. Chcę zacząć wszystko od nowa...

Po kolacji pomogłam mamie i poszłam do swojego pokoju. Nie wiedziałam co robić, więc chwyciłam laptopa i wpisałam w google "One Direction". Nigdy tak naprawdę się nimi nie interesowałam. Czasami posłuchałam piosenki, gdy leciała w radiu lub telewizji. Zaczęłam czytać o tym jak stali się sławni... Obejrzałam kilka filmików i sama nie wiem kiedy zasnęłam...
Obudził mnie telefon. Spojrzałam na zegarek. była 21;37. Odczytałam sms'a, który przyszedł od.. Harrego? Zdziwiłam się. Co on może chcieć o tej porze? Może chce odwołać spotkanie bo nie ma czasu. Przecież to gwiazda, nie zdziwiłabym się gdyby je odwołał. Jednak się myliłam...

" Dobranoc i do jutra piękna :* "

Myślałam, że oczy mi wylecą z orbit jak to przeczytałam. On naprawdę był taki miły, czy tylko udawał? Uśmiechnęłam się bo to było bardzo miłe...

" Dobranoc przystojniaku ;* "

Położyłam telefon na szafkę i poszłam do łązienki się umyć. Weszłam pod prysznic, a gorąca woda oblewała moje nagie ciało. Spojrzałam na rękę. Rany po nacięciach już się zabliźniały. Z oczu popłynęły mi pojedyncze łzy. Chociaż chciałam o tym wszystkim zapomnieć to nie mogłam. Zacisnęłam mocno oczy i wyszłam z kabiny. Wytarłam się starannie, ubrałam w piżamę i poszłam dalej spać...



*NASTĘPNY DZIEŃ*



Usłyszałam głośny huk. Wyprysłam z łóżka i pobiegłam na dół. Mama stała na środku kuchni trzymając się za głowę. Do okoła leżało pełno szkła.

-Mamo co się stało? 
-A jak myślisz? Niezdara ze mnie. -zaśmiała się.

Uśmiechnęłam się i przeczesałam dłonią moje rozczochrane włosy. Powoli weszłam spowrotem na piętro. Spojrzałam na zegarek, który pokazywał 10;02. Nie możliwe żebym tak długo spała? Wyciągnęłam czyste ciuchy i poszłam się ubrać.

Za oknem pruszył lekko śnieg. Drzewa były pokryte białym puszkiem. Kochałam taki widok, ale i tak nienawidziałam zimy. 
Zeszłam do kuchni. Mama miała już posprzątane szkło, które leżało wcześniej na całej podłodze. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam jajka, mleko i pomidory. Przygotowałam wszystko i zrobiłam sobie jajecznicę. Usiadłam przy balcie i zaczęłam jeść.

-Jakie plany na dzisiaj? -zapytała mam.
-Spotykam się z kolegą -odpowiedziałam z pełną buzią na co mama się zaśmiała.
-Tym co poznałaś?
-Yhmm a co? -upiłam łyk soku ze szklanki.
-Nic. Poprostu się cieszę, że się z kimś spotykasz. 
-Taaa tylko szkoda, że Alex się obraziła.
-Prędziej czy później Ci wybaczy. Jestem tego pewna. -mama się uśmiechnęłam
-Mam taką nadzieję....



*PÓŹNIEJ*


Była godzina 13;35. Ubrałam ukochany płaszcz i wyszłam z domu. Delikatne płatki śniegu muskały moją twarz. Powoli szłam w stronę centrum. Nagle usłyszałam szybkie kroki za mną. Serce zaczęło mi być szybciej . Nie miałam odwagi się odwrócić. Kroki znów przyspieszyły. Zaklęłam w myślach i się zatrzymałam. Miałam różne myśli w głowie. Na szczęście ową osobą był jakiś chłopak. Miał góra 12 lat. Odetchnęłam z ulgą i szłam dalej...
Byłam już niedaleko kafejki. Wyciągnęłam telefon z kieszeni by sprawdzić godzinę. Nagle ktoś szturchnął mnie ramieniem i telefon prawie wypdł mi z ręki.

-Kurde jak łazisz -wkurzyłam się.
-Sorrki .... Rose.

Przedemną stał Mike. Uśmiechnęłam się.

-Uważaj jak chodzisz -zaśmiałam się.
-Wiem zamyśliłem się.
-A ty już po pracy?
-Tak. Miałem ranną zmianę. Teraz jest Alex.
-Aaa -spoważniałam.
-Słszałem, że się pokłóciłyście.
-Taaa. Powiedziała Ci?
-Nom, bo była dziś taka nieobecna.
-Ahh. 
-Rose, mam pytanie.
-Dawaj. Jakie? -uśmiechnęłam się lekko.
-Masz dziś czas wieczorem? 
-Hmmm.. raczej tak.
-A poszłabyś ze mną np. na kręgle? -z jego twarzy można było wyczytać nadzieję.
-Wiesz co ... chętnie. 
-Ok to wpadnę po Ciebie o 18;00.
-Ok. Miło będzie. 
-Dobra to ja lecę. Pa i do zobaczenia.
-Paa.

Uśmiechnęłam się do niego i poszłam w  kierunku kafejki. Była równo 14;00 gdy weszłam do środka. Odszukałam wzrokiem Harrego. Był już tam. Siedział na moim... naszym miejscu? Nie wiem jak to powiedzieć. Zawsze siadałam przy tamtym stoliku, a teraz już od 3 dni siedzimy tam razem. 
Styles mnie zauważył i wstał. Miał na sobie ciemne jeansy i białą bluzkę. Uśmiechnęłam się do niego, a on wykonał ruch jakby chciał mnie przytulić. Zawachałam się chwilę. Nie byłam pewna, czy to zrobić. Podeszłam bliżej, spojrzałam mu w oczy. Były takie piękne. Patrzył się na mnie jak na coś najpięknijszego na świecie. Odważyłam się i przytuliłam go na przywitanie. To było coś niesamowitego. Był tak bardzo umięśniony.... ugh aż zrobiło mi się gorąco. Pomógł zdjąć mi płaczsz i odwiesił go na moje krzesło.

-Cieszę się, że przyszłaś. -uśmiechnął się.
-Jeżeli mam się spotkać z takim chłopakiem to zawsze przyjdę.

Harry znów obdarzył mnie tym cudnym uśmiechem. Chciał coś powiedzieć, ale ktoś mu przerwał.

-Ooooo ty jesteś dziewczyną Harrego? Mówił prawdę, jesteś śliczna.

Przedemną stał wysoki blondyn. Spojrzałam na niego z miną WTF, a potem na Harrego.

-Niall ! -Styles przerwał mu dalsze słowa.
-Dziewczyną? -zapytałam.
-Sorrki. Niallowi czasami odbija. -chłopak złapał blondyna za rękę i posadził obok siebie.
-Jak wczoraj sam tak mówiłeś -zaśmiał się .. Niall.
-Nie mówiłem, że Rose jest moją dziewczyną -Harry strzelił buraka. 

Zaśmiałam się pod nosem.

-Ok. Ok. Nie kłam. A tak w ogóle jestem Niall. Niall Horan. -chłopak podał mi dłoń.
-Rose Moon -uśmiechnęłam się i podał mu swoją.
-Naprawdę jesteś śliczna. Harry nie przesadzał.
-Horan możesz się już zamknąć! -Styles spojrzał na niego gniewnie, a ja zaczęłam się śmiać.
-Dziekuję. -odpowiedziałam.
-Sorrki, ale musiałem go wziąść ze sobą bo mi spokoju nie dawał.
-Spoko. Fajnie jest poznać kogoś nowego.
-Hmm. Może się przejdziemy bo robi się troche tłoczno. -zaproponował Loczek.

Zgodziłam się. Tym razem Horan pomógł mi założyć płaszcz i wyszliśmy na zewnątrz. Harry pokierował nas w stronę parku. Szliśmy obok siebie i rozmawialiśmy.

-Rose ile ty masz lat? Bo Harry jakoś nie wspomniał. -zapytał Niall.
-19. W marcu kończę 20.
-Oo to młodsza jesteś odemnie -uśmiechnął się.
-No na to wychodzi. -odwzajemniłam uśmiech.
-Słyszałem, że rysyjesz. 
-Ta rysuję, Takie tam badziewia, ale są.
-Badziewia!? Ty masz wielki talent dziewczyno. -odezwał się Harrym
-Może.. nie wiem. Nie potrafię ocenić.
-Ale ja potrafię i mówię Ci nie zmarnuj go.

Przez całą drogę rozmawialiśmy. Chłopacy zadawali mi różne pytania. Czy mam rodzeństwo. Czy od zawsze tu mieszkam. Do jakiej szkoły chodziłam. Czym się interesuję i wiele innych. Dużo też się naśmialiśmy jak chłopacy zaczęli opowiadać mi o swoich kawałach. 
W pawnej chwili poczułam mocne uderzenie w plecy. Powoli się odwróciłam i zobaczyłam rozbawionego Horana. Tan dzieciak rzucił we mnie śnieżką! 

-Nie daruję Ci tego ! -krzyknęłam i zaczęłam lepić kulkę.

Harry zrobił to samo i zaczęliśmy rzucać w Nialla. Nie zdążyłam się schylić i dostałam centralnie w bark, a śnieg wpadł mi za kołnież. Zaczęłam skakać i jęczeć z zimna. Harry był tak rozbawony tą styuacją, że myślałam, że się posika. Zrobiłam dużą kulkę i rzuciłam w niego trafiając w głowę. Złapałam się dłońmi za usta i zaczęłam głośno śmiać, gdy go zobaczyłam z białą głową. Chwycił w dłoń śnieg i zaczął się zbliżać, a Niall ledwo utrzymywał się na nogach.

-Nie. Harry nawet nie próbuj. -zaczęłam się cofać.

Chłopak tylko się uśmiechnął i zaczął biec w moim kierunku. Odwróciłam się i zaczęłam uciekać. 

-Harry nie proszę! -śmiałam się i próbowałam złapać jego ręce.

Udało się. Styles wyrzucił śnieg i zaczął się głośno śmiać. Wytrzepał śnieg z włosów i spojrzał się na mnie. Myślałam, że się rozpuszczę. On był taki ughhh. 

Po chwili podszedł do nas Niall. 

-Harry... Liam dzwonił. -powiedział.
-Co chciał? -Styles oderwał ode mnie wzrok.
-Producent każe nam natychmiast przyjechać do biura.

Widziłam jak na twarzy chłopaka maluje się smutek.

-Oni zawsze nas muszą wzywać jak jestem zajęty. -wciągnął głęboko powietrze.
-Trudno. Musimy jechać bo chodzi o trasę.
-Szkoda. Kiedy indziej się na was odegram -powiedziałam.

Chłopacy zaczęli się śmieć.

-Ok. No trudno. Chodź podwiozę Cię do domu. -zaproponował HAzza.
-Nie, dzięki. Wykorzystam pogodę i się przejdę. 
-Ale na serio. Chodź przecież to chwila.
-Harry spieszy się wam. Jedzcie ja sobie dam radę. -uśmiechnęłam się.
-Ok, ale żeby pote nie było na mnie, że nie zaproponowałem.

Chłopak obdarzył mnie szerokim uśmiechem i zaczął się nachylać tak jakby chciał pocałować mnie w policzek. Moje uczucia w tej chwili były różne. Ale jednak  instynk wiedział lepiej. Odsunęłam się kawałek i uśmiechnęłam lekko. Na twarzy chłopaka było zdziwienie, ale też smutek.

-Jedzcie już -powiedziałam.
-Zadzwonię. -odpowiedział Loczek i podszedł do Nialla.
-Hej Rose. -dodał blondyn.
-Hejjj.








Ok  :) Jest rozdział 3 !!!! Mam nadzieję, że się spodobał :)  Mi akurat za bardzo nie ;/  Dziekuję za miłe komentarze <3 Jesteście wspanialiii *_* Dzięki też, za głosowanie w ankietach :D Następny rozdział może pojawi się w poniedziałek jak będę miała wene i zdąże napisać :*
Komentujcie bo to motywuje :*

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 2#

Pierwsze co usłyszałam po wejściu do domu to moja zatroskana mamusia.

-Co to za chłopak?

Spojrzałam na nią i zastanawiałam się co odpowiedzieć. Przecież nie powiem, że poznałam go ledwie 30 minut temu i pozwoliłam odprowadzić się do domu. Odwróciłam się tyłem by nie widziałą mojej twarzy i zaczęłam zdejmować płaszcz.

-Stary kolega. Kiedyś chodziliśmy razem do szkoły -skłamałam.
-Ahmm napewno?
-Tak mamo napewno -powiedziałam stanowczo.
-No dobrze ... to co pomożesz mi?
-Po to przyszłam.

Ruszyłyśmy razem w stronę sypialni rodziców. Gdy przekroczyłam próg myślałam, że zemdleję. Panował tam niezły chaos. Wszystko porozwalane. Meble centralnie na środku pokoju. Ogólnie wielki syf.

-Mamooo co tu się stało?
-Taki mały remoncik -zaśmiała się.
-Yhmmm i ty myślisz, że ja pomogę Ci to sprzątać?
-Co? Nie... chcę żebyć pomogła przesunąć mi łóżko i szafę na drugą stronę.
-No dobrze. Miejmy to z głowy, ale resztę sprzątasz sama -posłałam jej uśmieszek.

Ogarnęłyśmy drogę przez którą miałyśmy przesuwać łóżko i po chwili zaczęłyśmy się z nim siłować. Nie powiem było ciężko, ale dałyśmy radę. Łóżko stało na swoim miejscu... teraz czas na szafę. Było jeszcze gorzej. Mebel był strasznie ciężki. Przesunęłyśmy go jakieś 2 metry i musiałyśmy odpocząć. Spojrzałyśmy się na siebie i zaczęłyśmy się śmiać. Dwie dorosłe kobiety, a nie mogą sobie dać rady z jedną szafą. Podwinęłam rękawy od bluzki i znów zaczęłyśmy się siłować.
Po jakiś 5 minutach udał nam się. Mama westchnęła i spojrzała się na mnie z szerokim uśmiechem, ale po chwili zszedł jej z twarzy. Zatrzymała wzrok na mojej ręce. Dopier wtedy mi się przypomniało...

-Rose, co ty zrobiłaś!?
-Nic... -powiedziałam cicho i obciągnęłam rękaw.
-Jak nic?!

Mama zbliżyła się i próbowała chwycić moją rękę. Wyrwałam się i pobiegłam do pokoju zamykając drzwi na klucz. Rodzicielka tak jak myślałam była tuż za mną.

-Rose, czemu to sobie zrobiłaś? -mówiła zza drzwi, ale ja nic nie odpowiedziałam.
-Rose kotku. Coś Ci się stało? Możesz przecież porozmawiać ze mną, z tatą...

Siedziałam na łóżku i płakałam w rękaw. Nie miałam wytrzymałości umysłowej. Co miałam jej powiedzieć? Że prawie codziennie śni mi się to samo... Że nie mogę zapomnieć tamtej nocy... Napewno wysłaliby mnie do psychiatry, a ja nie chcę tego...

-Rose... -powiedziała błagalnie.
-To mi pomaga. -odpowiedziałam cicho. -Razem z krwią wypływa to co złe... chcę o tym zapomnieć, ale mi się nie udaje.
-Kotku... proszę obiecaj, że więcej tego nie zrobisz. To nie jest wyjście. Możemy zapisać Cię do psychologa.
-Nie! Nie będę rozmawiała z jakimś psychologiem! Sama sobie poradzę. -prawie odkrzyknęłam.
-Dobrze, dobrze, ale obiecaj, że już nigdy się nie okaleczysz.

Zastanowiłam się chwilę. Nie chciałam, żeby mama się martwiła i mnie kontrolowała.

-Obiecuję -skłamałam.

Po chwili usłyszałam jak odchodzi od drzwi. Westchnęłam głęboko i wytarłam łzy. Niestety takie jest moje życie. Wielki koszmar, z którego nie da się wyjść...



*NASTĘPNY DZIEŃ*


Gdy tylko otworzyłam oczy uśmiech zagościł mi na twarzy. Nie miałam tego przerażającego snu... Wręcz przeciwnie. Śnił mi się on ... chłopak... Harry. Dziwne, ale dla mnie przyjemne. Pierwszy raz dobrze się wyspałam.
Wieczorem trochę myślałam o naszym spotkaniu. O tym jak rozmawialiśmy ze sobą. Wydawał się być miłym chłopakiem, ale obiecałam sobie, że nie zaufam już żadnemu...

Wyszykowałam się w łazience i poszłam do kuchni. Odziwo siedział tam tata. Czemu był w domu, a nie w pracy? Coś było nie tak..

-Hej skarbie -podszedł do mnie i pocałował w czoło.
-Cześć tato.
-Zjemy dziś razem śniadanie? Tak jak kiedyś?
-Yhhmm ok, ale najpierw.. która jest dokładnie godzina?

Tata spojrzał na zegarek i uśmiechnął się pod nosem.

-Zaraz 10.
-Dzięki. Ale czemu nie jesteś w pracy? -spojrzałam pytająco.
-Zrobiłem sobie dziś wolne. Chciałem spędzić z tobą trochę czasu. -uśmiechnął się.
-Aha, a tak naprawdę?

Wiedziałam, że to nie był najważniejszy powód bo przecież spędzamy razem weekendy. Dałambym sobie rękę uciąć, że mama mu powiedziała.

-Ale jak naprawdę?
-Mama chciała, żebyś ze mną porozmawiał tak? To odrazu mówię, że nie będę chodziła do żadnego psychologa.
-Za dobrze nas znasz... Tak powiedziała mi bo się martwi.
-Tato rozumiem no, ale ja dam sobie radę. Potrafię być silna.
-Wiem córeczko. Nie będę Cię do niczego zmuszał.

Posłałam mu lekki uśmiech. Miałam nadzieję, że zrozumiał.

-To jak? Co jemy na śniadanie? -zapytałam.
-Hmm, może naleśniki? -ruszył zabawnie brwiami.

Razem podeszliśmy do szefek i wyciągneliśmy potrzebne rzeczy. Po jakiś 15 minutach jedliśmy nasz specjał. Naleśniki z bananem i bitą śmietaną.
Gdy chciałam włożyć kawałek do buzi tata szturchnął mnie i bita śmietana znalazła się na moim nosie. Spojrzałam gniewnie na niego. Chyba wiedział co chcę zrobić bo zaczął uciekać. Chwyciłam butelkę ze śmietaną i pobiegłam za nim. Goniliśmy się dookoła kanapy. Punkt dla mnie bo tata sie potknął i wylądował na podłodze. Podbiegłam szybko i wycisnęlam mu zawartośc tuby na twarz. Oboje głośno wybuchneliśmy śmiechem.

-Nie trzeba było zaczynać -powiedziałam.

Tayler tylko dalej się śmiał próbując zciągnąć dłońmi śmietanę. Oblizał palce i spojrzał na mnie.

-Mmm dobre.

Staneliśmy na równe nogi. Pszłam spowrotem do kuchni i ręcznikiem wytarłam sobie nos.

-No i muszę iść się umyć -marudził tata.
-Idź, idź bo teraz jak Święty Mikołaj wyglądasz -zaśmiałam się.
-Ha ha bardzo śmieszne. Co będziemy robić potem?
-Dziś piątek. Miałam zamiar iść poszukać jakiejś pracy.
-To co, ja mam tu sam siedzieć?!
-Jedź do mamy.. napewno się ucieszy -posłałam mu lekki uśmiech.
-No dobra. Jeżeli chcesz być niezależna to idź szukać tej pracy.

Tatuś poszedł do łazienki, a ja zaczęłam się ubierać. Założyłam ukochany czarny płaszcz i chwyiłam torbę.

-Tatoo ja wychodzę! -krzynęłam.

Szłam powoli w stronę centrum. Zastanawiłam się, gdzie zapytać o pracę. Może udałoby mi sie narazie jako fryzjerka? Zaśmiałam się pod nosem. Jeżelbym już kogoś obcieła to musiałabym płacić mu odszkodowanie.
Otworzyłam drzwi i weszłam do salonu gdzie pracuje Alex. W tle leciała chyba piosenka Get Lucky - Daft Punk. Odrazu zaczęłam nuciś.
W salonie były tylko dwie starsze panie, które akurat były obcinane prez Alex i Steph.

-Cześć dziewczyny -przywitałam się.
-Hejj ty też na ścinanie? -zaśmiała się Alex.
-Nie dzisiaj. Dziś przyszłam w poszukiwaniu pracy.
-Ooo, ale że u nas? -zaśmiała się Steph.
-Yhmm ja i obcinanie włosów.
-Widziałam, że w Forever szukają kelnerki, ale nie wiem czy to aktualne.
-Wczoraj tam byłam...

I przypomniał mi się Harry. Te zielone oczy, ten uśmiech...

-I co ptałaś o pracę?
-Nie, byłam tylko na sheaka. -uśmiechnęłam się.
-To idź może jeszcze szukają.
-Ok, dzięki i miłego dnia.
-Nawzajem -odpowiedziały obydwie.

Wyszłam z budynku i otuliło mnie zimno. Nienawidziałam zimy. Byłam dziewczyną, która kocha ciepło...
Po chwili stałam przed kafejką. Na szybie było wywieszone ogłoszenie "Poszukujemy kelnerki! Prosimy chętne dziewczyny o zgłoszenie się do szefowej."
Uśmiechnęłam się i weszłam do środka. Przy stolikach siedziało może 10 osób. Wzięłam się na odwagę i podeszłam do lady.

-Cześć. widziałam ogłoszenie i chciałam się zapytać, czy szukacie jeszcze kelnerki? -zwróciłam się do kobiety, która stała przy kasie.
-Poczekaj chwilkę. Pójdę po szefową. -uśmiechnęła się.
-Dobrze.

Po jakiś 5 minutach stały przede mną już dwie kibiety.

-Słyszałam, że chcesz pracować tu jako kelnerka. -zapytała ta druga.

Przeczytałam na jej plakietce, że ma na imię Margaret. Wyglądała na jakieś 40 lat. Ubrana w czarną koszulę, jeansy i kozaki. Włosy miała koloru brązowego i były związane w kitka.

-Tak, szukam pracy.
-Dobrze. Opowiedz mi coś o sobie. Jak masz na imię? Ile masz lat? Jaką szkołę skończyłaś?
-Jestem Rose. Mam 19 lat. Skończyłam liceum o profili plastycznym...
-Hmm ok. Dam Ci papiery do wypełnienia i zastanowię się, czy Cię przyjąć. -uśmiechnęła się.
-Dobrze, dziękuję.

Kobieta podała mi kartkę, którą miałam wypełnić. Imię, nazwisko, data urodzenia, numer telefonu, zainteresowanie itd.
Zaczęłam wypełniać podanie, ale coś mi w tym przeszkodziło. A mianowicie czyjeś ręce na moich oczach. Przestraszyłam się. Szybko je zerwałam i odwróciłąm się.

-Hej. Co ty taka przestraszona?

Przede mną stał ON. Kręcone włosy, zielone oczy, piękny uśmiech i te dołeczki w policzkach. Otrząsnęłam się.

-Ładnie to tak straszyć ludzi? Nie lubię jak mi ktoś tak robi.
-Przepraszam -uśmiechnął się.
-Dobra. Przecież nie wiedziałeś tego -zaśmiałam się lekko.
-Co tu robisz?

Spojrzałam w jego piekne oczy i utonęłam. One były taki UGH. Chciałam się w nie patrzeć cały dzień.

-Rose?
-Aa sorki. Wypełniam podanie o pracę. -spojrzałam na kartkę.
-Chcesz tu być kelnerką?
-Narazie. Muszę uzbierać trochę kasy.
-Uuu chyba będę tu częściej wpadał -posłał mi jeden ze swoich uśmiechów.

Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czy on powiedział, że będzie tu częściej wpadał jak ja będę kelnerką? Doznałam szoku. Przecież to gwiazda. On może mieć każdą...

-Usiądziesz koło mnie? Stawiam shakea bananowego -znów się uśmiechnął.
-Chętnie, ale najpierw dokończe.
-Ok. Czekam przy stoliku.

Chłopak odszedł, a ja do końca wypełniłam podanie. Podałam je kobiecie, która stała koło kasy i podziękowałam. Odwróciłam się i wzrokiem szukałam Harrego. Znalazłam. Siedział przy stoliku, gdzie się poznaliśmy. Uśmiechnęłam się i poszłam do niego. Zdjęłam płaszcz i usiadłam na przeciwko. Po chwili kielnerka przyniosła dwa shakey

-Już zamówiłeś.
-Nom. I jak dostaniesz tą pracę?
-Nie wiem. Mam nadzieję, że tak -uśmiechnęłam się.

Harry chciał coś powiedzieć, ale przerwała mu jakaś dziewczyna. Na moje miała 16 lat...

-Hej Harry! Mógłbyś dać mi autograf?

Była tak podekscytowana, że ledwo oddychała. Spojrzałam na Hazze, a on się tak jakby zaśmiał. Zrobiłam to samo i spuściła głowę w dół.

-Dla kogo ten autograf?
-No dla mnie -dziewczyna prawie odkrzyknęła.
-No tak, ale jak masz na imię?
-Kimberly.

Styles wziął kartkę, długopis od dziewczyny i się podpisał. Ta cała Kimberly ledwo oddychała, gdy Harry oddawał jej kartkę. Popatrzyła jeszcze chwilę na niego i odeszła. Spojrzałam na chłopaka i jeszcze bardziej się zaśmiałam.

-No co? -zapytał lekko się uśmiechająć.
-O Boże! Ty jesteś Harry Styles! Tan z One Direction! Proszę daj mi autograf! I jeszcze zdjęcie! Boże nie mogę uwierzyć, że cię spotkałam... -zaczęłam cicho piszczeć i dla większego efektu wyciągnęłam szkicownik z torby.

Chłopak pokręcił głową i zaczął się tak śmiać, że aż mu poleciały łzy.


Spojrzał się na mnie i uśmiechnął szeroko. Odwzajemniłam go.

-Nie masz czasami tego dosyć? -zapytałam.
-Ty fanek?
-Tego, że nie potrafią poprostu podejść i się zapytać, a nie zaraz piszczą.
-Czasami... no, ale tak jak to powiedziałaś "O Boże ty jesteś Harry Styles".. nikt mi się nie oprze -znów się zaśmiał.
-Idiota.
-Miło się zapowiada znajomość. Już mnie od idiotów wyzywasz.
-A skąd wiesz, że będziemy znajomymi? -spojrzałam na niego pytająco.
-Czuję to -i znów ten uśmiech, który powala mnie na kolana.

Oboje napiliśmy się shakea. Chciałam włożyć szkicownik spowrotek do torby, ale wyleciały z niego moje rysunki. Harry pomógł mi je pozbierać.


-Łooo, po raz drugi mówię Ci, że masz talent.
-Dzięki. Odziedziczyłam po tacie -zaśmiałam się.

Wyprostowaliśmy się. Nasze oczy się spotkały. Było trochę dziwnie, ale nie chciałam oderwać od niego wzroku. Jednak... zadzwonił telefon Stylesa. Przeprosił mnie i odebrał.Usiadłam spowrotem i upiłam łyk napoju.

-Kurde... muszę iść bo zapowiedzieli nam próbę za 2 godziny. -powiedział trochę smutny.
-Szkoda. Fajnie się z tobą rozmawia.
-Hmm Rose, może dasz mi swój numer? -uśmiechnął się z nadzieją.

Zastanowiłam się chwilkę i chwyciłam gługopis. Podeszłam do Stylesa i na nadgarstku napisałam mu szereg liczb. Obdarzył mnie szerokim uśmiechem i ubrał płaszcz. Zrobiłam to samo i wyszliśmy na zewnątrz.

-Ja idę w prawo -oznajmił.
-Ja w lewo. Zajrzę jeszcze do przyjaciółki.
-Ok. No to pa. Do zobaczenia.
-Pa -uśmiechnęłam się i odwróciłam w drugą stronę.

Odrazu poszłam do Alex. Chciałam jej to wszystko opowiedzieć. Chciałam podzielić się z kimś dobrymi nowinami. Weszłam do środka budynku i prawie się z nią zderzyłam.

-A ty gdzie? -zapytałam.
-Do domu... dziś miałam tylko do 13;00.
-O to dobrze się składa. Idziemy do mnie. -uśmiechnęłam się.
-Ale po co?
-Muszę z toba porozmawiać.
-Ok, ok co ty taka szczęśliwa?
-Zobaczysz....



*20 minut później* 


Z salonu ruszyłyśmy w stronę domu Alex. Dziewczyna przebrała się w wygodnijsze ciuchy i powiadomiła mamę, że idzie do mnie.

W domu nikogo nie było. Widocznie tata mnie posłuchał i pojechał do mamy, albo do swojej pracy.
Nalałyśmy sobie po szklance soku, wsypałyśmy chipsy do miski i usiadłyśmy przed telewizorem. Włączyłam jakiś program muzyczny.

-To o czym chciałaś pogadać? Byłaś taka szczęśliwa. Jak nigdy. -uśmiechnęła się.
-Mam powody... poznałam chłopaka...







Ta dam ... jest 2 rozdział :P Podoba się? Jeżeli tak ------> ZOSTAW OPINIĘ W KOMENTARZU :)

Plisss  jest to dla mnie ważne bo wtedy wiem, że mam dla kogo pisać :P 

Odrazu mówię, że nie wiem kiedy pojawi się 3 rozdział, ale raczej w tygodniu, albo pod koniec :)

Widzieliście SOML <3 kocham toooo *-*

przepraszam za błędy! 

+ zainteresowanych zapraszam do zakładki Nagłówki i kontakt :P

sobota, 26 października 2013

Rozdział 1#

-Nie, proszę! Nie rób mi tego! Błagam! -krzyczałam i płakałam jednocześnie.

Obudziłam się. Znów byłam cała zalana łzami. Znów widziałam ten chytry uśmieszek. Znów czułam się brudna. Znów, znów, znów. Kolejny raz miałam ten sen. Kolejny raz to wspomnienie, które zrójnowało mi życie...
Zapaliłam lampkę i powoli usiadłam na brzegu łóżka. Zegarek pokazywał 5;24. Wytarłam dłońmi mokre oczy i zaczęłam głęboko oddychać. Nie miałam już sił. Mój umysł powoli przestawał pracować. Czemu to spotkało akurat mnie?! Czemu nie zostałam wtedy u Alex na noc?! Codziennie zadaje sobie te pytania.
Wstałam i poszłam do łazienki. Patrząc w lustro na twarzy widziałam siniaki, chociaż ich tam nie było.
Po raz kolejny chciałam sobie ulżyć, a to był jedyny sposób. Otworzyłam szafkę i wyciągnęłam żyletkę. Popatrzyłam na nią chwilę i zastanowaiłąm się, czy warto... Nie miałam innego wyjścia. Ten ból mnie uspokaja. Oddala te okropne wspomnienia... Przyłożyłam ostrze do skóry i zrobiłam jedno szybkie cięcie. Potem następne i jeszcze 3. Na przedramieniu zawitało 5 nowych, czerwonych kresek. Razem ze starymi bliznami miałam ich 30, może więcej....
Krew powoli spływała po skórze. Strasznie bolało, ale pomogło. Tak jakby wszystko co złe wypłynęło na zewnątrz.
Odłożyłam żyletkę spowrotem do szafki i poszłam położyć się do łóżka. Nie miałam zamiaru spać bo wiedziałam, że znów może mi się to przyśnić. Chwyciłam zeszyt i zaczęłam rysować....



* 8;00 *


Wyciągnęłam z szafy czyste ciuchy i poszłam się umyć. Zdjęłam bluzkę i spodenki, które słóżyły jako piżama i weszłam pod prysznic. Ciepła woda obmywała moje nagie ciało. Z ran po nacięciach zaczęły odczepiać się małe strupki, a ręka wróciła do normalnej barwy. Po chwili wyszłam z kabiny i osuszyłam ręcznikim ciało. Ubrałam przygotowane ciuchy, pomalowalam oczy i rozczesałam włosy.


Gdy schodziłam po schodach z kuchni było czuć niesamowity zapach. Mama krzątała się przy kuchence i smażyła jajka.

-Dzień dobry -powiedziałam i siadłam przy blacie.
-Dzień dobry Rose.

Rodzicielka obdarzyła mnie usmiechem i nałożyła jedzenie.

-Proszę bardzo. Twoje ulubione z serem.
-Dzięki mamuś.

Po paru kęsach spojrzałam na mamę. Widać było na jej twarzy zmęczenie. Dłonią zasłoniła sobie usta i potężnie ziewneła. Wiedziałam, że to moja wina. Nie wyspała się przeze mnie.

-Mamo, czy ja w nocy... znów krzyczałam?

Kobieta chwyciła kubek z kawą w dłonie i upiła łyk.

-Mamo? -powtórzyłam.
-Tak, krzyczałaś, ale tylko trochę.
-Przepraszam. Nie kontroluję tego.
-Skarbie, przecież to nie twoja wina. -pogłaskała mnie po ramieniu.

Włożyłam do ust kolejny kawałek jedzenia i powoli go przeżówałam. Nie wiem czemu to robię. Czemu krzyczę w nocy. Pamiętam sen, ale nie pamiętam, czy naprawdę wydałam z siebie jakiś dzwięk...
Moje zadumanie przerwał telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni i akceptowałam połączenie.

-Heeeeeej Rose -usłyszałam.
-Hej Alex.
-Masz dziś czas?
-No raczej tak, a co? Przecież ty w pracy jesteś.
-Wiam, ale w ogóle nie ma ruchu. Wpadniesz do nas? Zawsze jesteś tu mile widziana.
-Ok. Za 20 minut będę.
-Fajnie. Czekamy na ciebie.

Rozłączyłam połączenie i położyłam telefon na blacie. Zjadłam do końca śniadanie, podziękowałam mamie i poszłam na górę. Chwyciłam torbę i włożyłam do niej szkicownik, 3 ołówki, ostrzynkę i gumkę.
Gdy ubierałam płaszcz mama przyniosła mi telefon.

-Dzięki mamuś -pocałowałam ją w policzek i wyszłam na zewnątrz.

Słońce przebijało się czasami przez chmury. Szłam zaśnieżonym chodnikim w stronę centrum miasteczka. Była połowa stycznia, ale mróz nie dawał o sobie znać.
Po 10 minutach marszu byłam na miejscu. Salon fryzjerski "My Life", w którym pracowała Alex. Otworzyłam drzwi, a w tle zabrzmiał dzwięk dzwoneczków. Uśmiechnęłam się pod nosem. Na fotelu siedziała właśnie jakaś kobieta, którą obcinała Stephany, właścicielka salonu.

-Cześć Rose. -uśmeichnęła się.
-Cześć... jest Alex?
-Na zapleczu. Wejdź do nich.
-Ok. Dzięki.

Steph jest ciocią Alex, dlatego mogę tam przychodzić kiedy chcę i przesiadywać.
Zapukałam lekko w drzwi i weszłam do pomieszczenia. Na szafce siedziała Alex w słóżbowym wdzianku, a obok niej stał Mike, także fryzjer i nasz kolega.

-No proszę, kto tu zawitał -zaśmiał się brunet.
-Też za tobą tęskniłam.

Podeszłam bliżej i uściskałam się z Mikem. To jest właśnie dziwne. Mam wielką odrazę do chłopaków od tamtego incydentu. Nienawidzę, gdy mnie dotykają nawet przypadkiem bo zaraz myśle, że zrobią mi to samo co ten facet. Ale z Mikem jest inaczej. Znam go już dobre ponad 10 lat. Można powiedzieć, że jest moim przyjacielem i wiem, że nigdy mnie nie skrzywdzi.

-Co tak pusto? -zapytałam siadając obok Alex.
-Nie wiem. Jakby wszyscy się rozchorowali.
-Czyli wypłata będzie nie za duża.
-No właśnie, a ja muszę uzbierać na ten aparat! -odezwał się Mike.
-Na jaki aparat?
-Widziałem taką nową lustrzankę. Poprostu zajebista.

Zaśmiałyśmy się z Alex jak zobaczyłyśmy minę Mike, gdy to mówił. Po chwili usłyszeliśmy dzwięk dzwoneczków. Chłopak wyjrzał za drzwi i uśmiechnął się szeroko.

-Wypłata się właśnie zwiększyła.
-Co? -Alex zsunęła się z blatu i podeszła do niego.
-Chyba będziemy musieli cię na chwilę zostawić. -uśmiechnęła się przyjaciółka.
-Ilu przyszło? -zapytałam.
-5 dziewczyn, czyli trochę czasu nam to zajmie.
-Ok, nie ma sprawy. Porysuję sobie.

Po chwili oboje wyszli z pomieszczenia. Wyciągnęłam zeszyt i zaczęłam coś szkicować. Sama nie wiedziałam co to tak naprawdę miało być. Nie miałam weny.
MInęła już prawie godzina. Poczułam ucisk w brzuchu. Spakowałam rzeczy do torby i wyszłam z zaplecza. W salonie na kanapie siedziały 3 osoby, a kolejne 3 na fotelach i właśnie były obcinane. Podeszłam do Alex.

-Ej przejdę się do tej kafejki na rogu bo zgłodniałam.
-Ok, ale przyjdziesz jeszcze?
-Nie wiem. Zobaczę, jak co to wyśle ci sms'a.

Dałam dziewczynie buziaka w policzek i wyszłam z budynku. Ruszyłam w stronę kafejki "Forever". Zawsze chodziłyśmy tam razem. Piłyśmy bananowe sheaky i rozmawiałyśmy.
Gdy otworzyłam drzwi uderzył mnie powiew ciepłego powietrza. Jak zawsze usiadłam przy tym samym stoliku. Płaszcz przewiesiłam przez oparcie od krzesła i znów wyciągnęłam szkicownik. Po chwili podeszła do mnie kelnerka.

-Witam. Co podać?
-Cześć. Poproszę bananowy sheak.
-Zaraz przyniosę. -uśmiechnęła się.

Chwilę zastanawiałam się co mam narysować, aż wreszcie zauważyłam. Na stoliku na przeciwko stał wazon z pięknymi kwiatami. Trudne do narysowania? NIe sądzę, dla mnie to łatwizna. Zaczęłam zaznaczać kontury i lekko cieniować. Dopiero teraz zauważyłam, że przy tamtym stoliku siedzi jakiś chłopak. Na oko wyglądał na 18-19 lat. Jego włosy były lekko kręcone i roztrzepane na głowie. Nie powiem ... zainteresował mnie. W tej samej chwili nasze oczy się spotkały. Tak jak myślałam. Piękne, pełne, zielone oczęta. Linię, która nas połączyła przerwała kelnerka przynosząc mój napój. Podziękowałam i odrazu zapłaciłam.
 Wrociłam do rysowania. Delikatnie zaczęłam poprawiać kontury i wypełniać środek. Upiłam łyk sheaka i znów spojrzałam na wazon. Dorysowałam kawałek i znów mój wzrok się podniósł. Najpierw na wazon, a potem na chłopaka. Speszyłam się. Kolejne spojrzenia padały tylko na kwiaty. Upiłam dosyć duży łyk napoju. Kolejny rzut oka na wazon i poprawki na kartce...
Po chwili światło zasłonił mi duży cień. Podziosłam wzrok i nie wiedziałąm co powiedzieć.


-Hej. Nieśmiałe dziewczyny są urocze, ale jak chcesz autograf to poprostu powiedz.
-Co? Po co mi twój autograf? -spojrzałam jak na debila.
-No co chwilę się na mnie patrzysz... pomyślałem, że ... a dobra nie ważne.

Zaśmiałam się i chwyciłam szkicownik.


-Nie na ciebie, tylko na kwiatki. -pokazałam mu rysunek.
-Oooo ja. Ale masz talent.
-Dziękuję -zarumieniłam się, gdy spojrzałam w jego oczy.
-Jestem Harry.
-Rose.. miło mi.
-Mogę się dosiąść? Siedzisz tu tak samotnie. -uśmiechnął się pokazując głębokie dołeczki.
-Yhh no dobra.

Odwzajemniłam uśmiech. Byłam trochę zakłopotana. Skądś go kojarzyłam, ale nie mogłam sobie przypomnieć. Chłopak usiadł obok i poprawił niesforne włosy. W środku aż zadrżałam, ale wiedziałam, że on może być taki jak tamten... nie chciałam mu ufać.

-Ej skądś cię kojarze, ale nie mogę sobie przypomnieć. -zrobiłam głupią minę.
-Może z telewizji? Jestem Harry Styles.

I wtedy coś mnie oświeciło. Już wiedziałam skąd go znałam. Emily jest fanką zespołu One Direction, a on jest jego członkiem. Zawsze, gdy u niej byłam to mi opowiadała jacy to oni są świetni, ale jakoś nie zainteresowałam się bardziej.

-A no tak... One Direction, tak?
-Dokładnie. -uśmiechnął się.
-A gdzie reszta bandu?
-Siedzą w domu. Lenie jedne.

Harry znów pokazał dołeczki, a ja aż chyba załapałam buraka.

-Mieszkasz tutaj? -zapytał
-Tak, niedaleko. A ty? Wy?
-Też 10 minut stąd.

Chciałam mu coś odpowiedzieć, ale zadzwonił mój telefon. Przeprosiłam i odebrałam połączenie. Trochę się zawiodłam, że będę musiała już iść bo mama potrzebuje pomocy w domu. Chciałam zostać i porozmawiać jeszcze z chłpakiem. Nie wiem czemu... od tamtego zdarzenia mówiłam sobie, że nie chcę mieć chłopaka. Że to chamy i tylko chcą wykorzystać dziewczynę... Styles wydawał się inny.

-Przepaszam, ale muszę już iść. -spakowałam zeszyt do torby, dopiłam sheaka i wstałam.
-Może cię odprowadzę? -zaproponował, a w jego oczach zauważyłam nadzieję.

Zastanowiłam się chwilę. NIby z jednej strony chciałam, ale z drugiej coś krzyczało, że nie mam mu ufać bo to facet. Zawachałam się..

-No dobrze. Miło będzie. -uśmiechnęłam się.

Na twarzy chłopaka zawitał szeroki uśmiech. Chwycił mój płaszcz i pomógł mi go założć. Byłam zdziwiona, że jest aż taki miły. Wyszliśmy z kafejki. Zimne powietrze otuliło moją twarz. Wskazałam Harremu, w którą stronę będziemy szli.
Wolny spacerek z chłopakiem, którego poznałam zaledwie 20 minut temu. Cudownie! Nie wiem co się ze mną stało... Szliśmy rozmawiając. Byliśmy już niedalego mojego domu. Zatrzymałam się i spojrzałam Hazzie w oczy. Przeszedł mnie przyjemny prąd.

-No, więc tutaj mieszkam.
-Ładny domek. -uśmeichnął się.
-Dzięki. i dzięki za odprowadzenie.
-Spędzienie czasu z taką piękną dziewczyną to przyjemność. Aha i przepraszam za to w kafejce... myślałaem, że jesteś fanką i na mój widok straciłąś mowę.

Zaśmiałam się i poprawiłam lekko włosy.

-Nie, nie jestem fanką, ale muzykę macie fajną. Spokojnie nie będę krzyczeć.
-Nareszcie normalna dziewczyna.
-Miło mi to słyszeć, ale nie jestem normalna. Przepraszam, ale muszę już iść.
-No dobrze. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
-Ja też. -odpowiedziałam idąc już w stronę drzwi....





Jest Pierwszy Rozdział :) Podoba się? To jest już mój drugi blog (tu pierwszy KLIK ).
Na moje rozdział do kitu wyszedł ;/ Postaram się dodawać posty regularnie co 3 -4 dni, ale wiecie jest jeszcze szkoła i czasami może pokazać się co tydzień ;) Miłego czytania !! 
Ps. zapraszam do zakładki Nagłówki i kontakt :)

sobota, 19 października 2013

Krótki Wstęp

Rose to pełna życia nastolatka. Radosna, zawsze uśmiechnięta. Los niestety nie jest po jej stronie. Pewnego dnia, gdy dziewczyna wraca do domu zostaje napadnięta i zgwałcona. Załamuje się i zamyka w sobie. Dochodzi do tego, że zaczyna się okaleczać. Ma jednak przy sobie przyjaciółkę Alex, która pomaga jej w najtrudniejszych chwilach.
Gdy dziewczyna dochodzi do siebie i zaczyna spowrotem życie towarzyskie poznaje Harrego. Miłego chłopaka, którego pragnie poznać jeszcze bardziej.
 Wszystko układa się znakomicie, aż do pewnego incydentu..... świat Rose znów ulega zmianom, ale ma ona przy sobie dwie najlepsze przyjaciółki i 5 wariatów, którzy pomagają jej w odzyskaniu równowagi.

Czy Rose uda się wrócić do normalności? Czy przełamie się i zacznie nowe życie z Harrym?
Zycie Nie Jest Idealne, Ale warto Walczyć Do Końca....







Ok zaczynam nowe opowiadanie :) Jedno już pisałam i znajduje się ono na tym blogu KLIK. Mam nadzieję, że będzie dużo czytelników *_* Błagam o komentarze bo to jest motywacja. Pierwszy rozdział powinien pojawić się w ciągu tygodnia, albo w następny weekend.